Zaufanie, takie proste słowo, ale tylko słowo. Dla mnie zaufanie, jest jak bańka mydlana, która pęka pod najmniejszym naciskiem, rozpadając się na miliony cząsteczek, tworząc koniec pewnego świata. Zazdroszczę tym dziewczyną, które naprawdę potrafią ufać i oby nigdy nic nie spowodowało, żeby zwątpiły.
Jednak dziś chcę poruszyć ciężki temat i pokazać jak jedno kłamstwo, jeden pocałunek, chwila zapomnienia potrafi zrujnować wszystko, co się budowało przez długi czas.
To uczucie, gdy serce pęka, a oczy nie potrafią przestać płakać, serce bije jak szalone, a w piersiach brakuje tchu. Na przemian w głowie pojawiają się pytania jak on mógł?? Czego mu brakowało?? Ta zdzira pewnie go uwiodła!! Już sama nie wiesz kogo najpierw winić, a jednocześnie na kim się zemścić. A po chwili?? Pojawia się strach i pustka, dociera do ciebie co się stało i, że zostajesz sama, że wszystko, co budowałaś, o co dbałaś i ba kochałaś ginie na twoich oczach! Co teraz będzie?? Przecież nie znajdę nikogo innego, czy będę potrafiła sama żyć?? A, gdy wybaczę, czy będę mogła znowu zaufać?? Czy na każdym kroku dalszego związku będę widziała zdradę??
Zaufanie?? Ja nie wierzę w to słowo, może dlatego, że w pewien sposób jest to moja samoobrona?? Może, gdy non stop będę widziała potencjalne zagrożenie, to gdy pojawi się prawdziwa zdrada, to nie będzie tak bardzo bolało, bo będę w końcu na nią gotowa??
Jednak czy w ten sposób nie tracę??
Może ta blokada powoduje, że omijają mnie największe uczucia, te uczucia epicko opisywane w powieściach i romansach. Może właśnie o to chodzi, żeby oddać się w 100%??
A jak będzie bolało?? To przynajmniej będę mogła powiedzieć, że prawdziwie kochałam, szkoda tylko ze nie właściwą osobę!


